2018/06/01

picnic mood




jumpsuit Pull&Bear/ shoes and bag H&M/ sunglasses Sinsay
photos by Sindi / edit by me 

Słyszę dźwięk budzika. Otwieram jedno oko i widzę, że słońce już dawno wstało, a jego promienie próbują intensywnie dostać się do mojej sypialni przez każdą lukę w roletach. Szybko w myślach kalkuluję dni tygodnia i kiedy uświadamiam sobie, że jest weekend uśmiecham się w myślach nawet do budzika. Przecież nastawiłam go po to by mieć dla siebie więcej cennego czasu z rana, którego tak bardzo mi brakuje w ciągu tygodnia pracy. Po wypiciu zielonej herbaty i zjedzeniu śniadania na balkonie, do torebki pakuję koc, pokrojone owoce, bagietki i pasztet z soczewicy. Do tego lemoniada, aktualnie czytana książka, olejek do opalania i okulary przeciwsłoneczne. Z przyjaciółką umówiłam się w Parku Śląskim z samego rana aby upatrzone przeze mnie mini molo było wolne. Wyciągamy wszystkie przygotowane wcześniej rzeczy z torby i delektujemy się piknikiem w parku miejskim. Nasze rozmowy przeplatane błogą ciszą działają odprężająco, do tego jedzenie i przyroda wokół. W takich chwilach czuję, że naprawdę odpoczywam. Nie myślę o obowiązkach zawodowych, zobowiązaniach wobec rodziny, czekających w zlewie patelni wołających o umycie czy już dawno wysuszonym białym praniu, które czeka aż ktoś je schowa. Mam głowę czystą od negatywnych myśli i delektuję się chwilą. Nagle okrzyki bawiących się dzieci mnie cieszą, a przyglądające mi się kaczki (próbujące zdominować pomost) mnie bawią. Nic nie wyprowadza mnie z równowagi, a ja cieszę się z tego gdzie teraz jestem. I jak tu nie lubić pikników? 

5 komentarzy: